Tag Archives: risotto

Karczoch na dachu czy w garści?

Zwykły wpis

Zasadniczo jestem podobna do taty. Tak pod względem charakteru, jak i z fizjonomii. A jednak istnieje niezaprzeczalny dowód, że i z mamą jestem spokrewniona. Otóż obie mamy tą przeklętą umiejętność, by spośród wszystkich rzeczy w sklepie wystawionych, kierując się li tylko gustem, bez podglądania cen, wybrać w jakiś cudowny sposób akurat tą najdroższą.

Prawdopodobnie w tym właśnie tkwi źródło mojej dziwnej słabości do karczochów – wszak ich ceny w Polsce są absolutnie absurdalne. Bo kto to widział, żeby jedna sztuka, której na dodatek połowa ląduje w śmietniku w toku przygotowań, kosztowała np. 9 zł? Jest to oczywisty rozbój w biały dzień i na ogół wobec takiego stanu rzeczy unoszę się dumą i odchodzę obrażona. Z karczochem na dachu, zamiast w garści.

No a jak już wiecie podczas ostatniej włoskiej wyprawy skoczyłam do warzywniaka i pobuszowałam wśród flory, trafiając przy tym nie tylko na kwiaty cukinii, ale i na karczochy w cudownej cenie 1 € za kilogram. Oczywiście kupiłam. I przywiozłam. I w końcu wypróbowałam przepis Jamiego Oliviera na risotto z karczochami. Może to niezbyt trwała pamiątka z podróży, ale i tak było warto ;-)

2013-04-28-01Karczochy, czy to do risotta, czy też dla celów innych, przygotowuje się łatwo. Trzeba tylko wiedzieć o paru rzeczach.

2013-04-28-02Najlepiej kupować zielone. Jak widzicie mi się to nie udało. No cóż – akurat nie sezon, więc nie wybrzydzałam. Zanim weźmiemy się za karczochy przygotowujemy miskę z wodą, do której wciskamy sok z jednej cytryny. Dopiero gdy woda jest na podorędziu przystępujemy do maltretowania kwiatów. Karczochy pozbawiamy 2-3 warstw zewnętrznych liści.

2013-04-28-03Zbędne liście odcinamy nożem u podstawy. Jeśli macie wątpliwość czy usunąć więcej czy mniej liści – lepiej więcej. Zewnętrzne liście są łykowate i przez to praktycznie nie jadalne, a co najmniej bardzo nieprzyjemne w konsumpcji. Następnie odcinamy czubek. A nawet nie tyle czubek, co z 1/3 karczocha.

2013-04-28-04

2013-04-28-05

Jeśli np. chcecie karczochy zapiekać w całości, to sam środeczek trzeba wydrążyć. Mi nie zależało na pozostawieniu ich w jednym kawałku, więc przecięłam je na pół i wtedy środeczek usunęłam nożem.

2013-04-28-06

Tak sprawione karczochy (u mnie 4 nieduże) od razu wrzucamy do miski z cytrynową wodą – to je chroni przed ściemnieniem.

2013-04-28-07Ok. Najbardziej kłopotliwa część za nami. Teraz już będzie z górki. Siekamy karczochy na paski (tak jak się kroi cebulę w pióra). Na łyżce oliwy szklimy posiekany ząbek czosnku, dodajemy karczochy, 2-3 łyżki wody i sok z połówki cytryny. Dusimy niespiesznie do miękkości, co potrwa ok. 10-15 minut.

2013-04-28-08W międzyczasie robimy risotto bianco, czyli podstawową wersję risotta. A jak risotto, to wiadomo – zaczynamy od podsmażenia drobno zsiekanych: 2 ząbków czosnku, 1 cebulki i 1-2 łodyg selera naciowego.

2013-04-28-09Do zeszklonych warzyw dodajemy 100 g ryżu do risotto (np. odmiana arborio) i smażymy całość 2 minutki. Po tym czasie wlewamy do ryżu ok. pół kieliszka wina (50-75 ml). Białego, wytrawnego lub pół.

2013-04-28-10Potem, jak to przy risotto, podlewamy ryż wrzącym bulionem, chochelka po chochelce, wlewając kolejną dopiero wtedy, gdy poprzednia się wchłonie. Przez ten cały czas ryż mieszamy. Czynność kontynuujemy, aż ryż będzie prawie gotowy, taki jeszcze ciut, ciut zbyt al dente. Gdy osiągniemy ten poziom dorzucamy sporą kupkę świeżo utartego parmezanu i łyżkę masła.

2013-04-28-11I gdybyśmy chcieli poprzestać na risotto bianco, to byśmy już byli w domu. Ale jako że jest to risotto z karczochami, to dorzucamy jeszcze nasze uduszone karczochy. Mieszamy wszystko szybciutko, gaz pod rondlem wyłączamy i pokrywką przykrywamy. Trzymamy przykryte 2-3 minutki, aby risotto doszło. I tyle! Choć może jeszcze coś – odrobina parmezanu na wierzchu. Ale teraz to już na serio koniec. Można jeść!

2013-04-28-12

2013-04-28-13

2013-04-28-14

Reklamy

O kobiecej konsekwencji lub jej braku

Zwykły wpis

Z ryżem lubiłam się umiarkowanie. Owszem, były dania jak np. kurczak w potrawce, które bez ryżu nie miały racji bytu. Chińszczyzna różnego rodzaju również z ryżem mi się komponowała. No i przyznaję, że sushi bez ryżu istnieć nie może. I jeszcze może ryż dmuchany z ryżu koniecznie musi być. Ale tak poza tym, to w rankingu skrobiowych dodatków do obiadu ryż gdzieś na dalekim końcu sobie zawsze u mnie oscylował. Bo jak zupa, to z makaronem. Kotlet tylko towarzystwo ziemniaków uznaje. Gulasz ma być z kaszą gryczaną. A pasta to pasta. I basta.

W zasadzie mogłabym sobie tkwić w przekonaniu o niższości ryżu i nie miałoby to dla mnie żadnych skutków ubocznych. Jednak czasem, pod pewnymi warunkami, najzwyczajniej w świecie lubię sięgnąć po ryż. Jego podłużne ziarenka bywają nie tylko nieodzowne, ale wręcz pociągające. Czasami ryż mi wręcz bardzo smakuje. Ba, czasami uwielbiam ryż. I trochę żałuję że to piszę, bo sama niniejszym oręż w dłonie męskim szowinistom wpycham, podając na tacy przykład absolutnego braku konsekwencji u kobiety. Ale to nie do końca tak. Bo zrozumcie drodzy męscy szowiniści, że ryż ryżowi nierówny. A taki ryż w risotto, to już nawet nie ryż. To czysta rozkosz.

Risotto dzielę (ja, na potrzeby własne, bez poparcia w literaturze) na kremowe, które jest daniem samym w sobie i sypkie, które jest świetnym towarzyszem. Sypkie nie jest tak do końca sypkie, ale w porównaniu z kremowym, to rzeczywiście, jest mało kleiste. Do sypkiego dodajemy mięsne kąski, owoce morza, grzyby, ryby, itepe, itede. W przypadku kremowego ziarenka ryżu otulamy jedynie jedwabistym, smakowitym sosem i żadne inne dodatki nie są nam potrzebne. Dziś będzie na kremowo. A i tak, niezależnie od opcji, zaczynamy od podsmażenia cebuli, selera naciowego i czosnku. Cebula akurat wycięła mi psikusa i zniknęła. Wzięłam zatem jedynie czosnek i seler, za to tego drugiego dość sporo.

Poza siekaniem musimy jeszcze przygotować bulion. Zagotowujemy go i stawiamy na podorędziu na małym ogniu, aby cały czas delikatnie sobie pyrkał. Ja się zdecydowałam na pomidorowe klimaty, więc zaprawiłam bulion łyżką koncentratu pomidorowego. Koncentrat na ogół jest kwaśny, więc szczypta cukru dla przełamania smaku również powinna wylądować w bulionie.

Teraz można przystąpić do czynności właściwej. Na niewielkiej ilości oliwy podsmażamy czosnek i seler.

Gdy warzywa będą szkliste dodajemy ryż. Smażymy go, aż będzie obtoczony w tłuszczu i zacznie tracić biały kolor na rzecz przejrzystości. Wtedy to zaczynamy dolewać wrzący płyn. Po chochelce.

Kolejną chochelkę wlewamy dopiero wtedy, gdy poprzednia zostanie wchłonięta przez ryż. Czynność powtarzamy, aż ryż będzie al dente. Wówczas przechodzimy do kolejnego etapu, który zakłada dodanie paru suszonych pomidorków – ot tak dla podkreślenia pomidorowości dania.

Mieszamy również żółtko z 2-3 łyżkami tłustej śmietanki

Dodajemy jedno i drugie do ryżu, który już nie wymaga trzymania na ogniu. Na koniec dorzucamy jeszcze solidną łyżkę parmezanu.

Gotowe! Cudownie kremowe i pyszne. Taki ryż, to ja lubię :-)