Monthly Archives: Grudzień 2012

Zwykły wpis

Nie będę Wam życzyć świąt ciepłych, rodzinnych i pełnych refleksji. No chyba, że takich właśnie chcecie. Bo zasadniczo świąt o jakich marzycie chciałam Wam życzyć. A że każdy z nas o czym innym marzyć ma prawo, to i efekt końcowy pewnie inny w przypadku każdego z nas byłby.

Zatem życzę Wam świąt dokładnie takich jakich pragniecie.

I jeszcze Wam życzę, aby świętem był każdy dzień po świętach.

A jedzenie każdego dnia pyszne jak w święta.

I żeby to Wam się nigdy nie znudziło :-)

Centka

Reklamy

Tradycyjne. Wigilijne. Choć nie jednocześnie.

Zwykły wpis

Bo już za chwileczkę, już za momencik piątek z Pankracym zacznie się kręcić, a wigilijnej wieczerzy czas nastanie. A to oznacza, że moja lodówka tradycyjnie opustoszeje. Tak jest, nie myli Was wzrok, opustoszeje. Bo święta, zwyczajowo, spędzam z rodziną, z którą pół kraju na co dzień mnie dzieli, lub na końcu świata. W żadnym z przypadków nie ma sensu zapełniać lodówki, a wręcz przeciwnie, trzeba w niej przed wyjazdem zasiać spustoszenie.

Jeśli zaś o spustoszenie chodzi, to nie ma lepszej metody niż goście. Zwłaszcza goście z apetytem. Poza tym, spotkać się trzeba obowiązkowo nim w świat do rodzin swoich się rozjedziemy. Stuknąć tradycyjnym jajeczkiem. Kielonkiem też. Kota ponamawiać by przedwcześnie głos ludzki z siebie wydał. Na brak sianka ponarzekać. Nie pod obrusem, a w portfelu. I nade wszystko wyściskać po świątecznemu mordki kochane swych przyjaciół, bo w święta właściwe nie będzie okazji.

A co do okazji – okazja jakoby wigilijna, choć nie ta data w kalendarzu. To można tak trochę o tradycję, a trochę o fantazję się oprzeć. No i pięknym wyjściem z tej dwuznacznej sytuacji okazały się tradycyjne, od wieków jadane… indyjskie samosy. Oczywiście nadziane, zgodnie z wigilijną klasyką, kapustą z grzybami. Kuchnia fusion w czystej postaci. I w pysznej postaci przy okazji :-)

Cooking & EatingSamosy to prosta sprawa. Z takim nadzieniem nieźle sprawiłyby się również w towarzystwie barszczu na nieco bardziej tradycyjnej wigilii. Żadna babcia nie zwęszy podstępu. Serio. A żeby oszukać babcię bierzemy 125 g miękkiego masła, do którego dodajemy 3 łyżki jogurtu, łyżeczkę soli i pół łyżeczki proszku do pieczenia. Składniki mieszamy nie siląc się na dokładność.

Cooking & EatingDo maślanej masy zaczynamy dosypywać mąkę – nie więcej niż dwie szklanki, ale raczej mniej. Moje ciasto już po niecałej 1,5 szklance mąki przestało się kleić do rąk. Całe zagniatanie ciasta trwa raptem 2-3 minuty. Nic strasznego. A gdy już będzie zagniecione formujemy z ciasta wałek, który kroimy na 7 części.

2012-12-20-03Każdą część rozwałkowujemy na okrągły placek, który przekrawamy na dwie połówki. A każdą połówkę sklejamy w coś na kształt lejka.

Cooking & EatingDo lejka pakujemy nadzienie. I teraz cofamy się w czasie, bo nadzienie trzeba przygotować/kupić/pożyczyć/ukraść wcześniej. Gdybyśmy chcieli zrobić samosy z prawdziwego zdarzenia, to trzeba by do środka napakować warzyw, paniru i zasypać to curry. W tej wersji trzeba nam kapusty z grzybami. No to na początek grzyby – sporą garść suszonych prawdziwków zalewamy wrzątkiem.

Cooking & EatingW czasie gdy grzyby miękną, siekamy cebulę.

Cooking & EatingSzklimy ją na oleju, a gdy się zeszkli dodajemy posiekane miękkie grzyby (wodę z moczenia zachowujemy). Krótko smażymy wszystko razem i przechodzimy do ostatniego składnika, czyli kapusty. Kapustę też przed dodaniem warto nieco posiekać, coby długaśne wstążki kapuściane nie utrudniały potem jedzenia.

Cooking & EatingPodlewamy całość wodą z grzybów i dusimy pod przykryciem. Mieszamy od czasu do czasu, ewentualnie podlewamy dodatkową wodą jeśli poprzednia wyparowała i to wszystko do czasu aż kapusta będzie mięciutka. Czyli jakieś pół godziny. Na koniec odparowujemy wszelką nadmiarową wodę oraz przyprawiamy solą i pieprzem. No i jeśli kapusta ma być wykorzystana jako nadzienie, to studzimy ją.

Ok, wracamy do samosów. Do lejka z ciasta pakujemy nadzienie.

Cooking & EatingRożek zaklejamy, jak ktoś umie, to w ładne wzorki, jak ktoś nie umie, to tak jak ja, i układamy na wyłożonej papierem do pieczenia blaszce. Samosy można też smażyć na głębokim tłuszczu. Ale pieczenie jest łatwiejsze w wykonaniu. W sumie to też bardziej dietetyczne i rzekomo zdrowsze, ale kto by się tym przejmował w okolicy świąt ;-)

Cooking & EatingSamosy smarujemy śmietaną i pakujemy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na 20-25 minut – aż złapią kolorki.

Cooking & EatingI tyle. Można jeść. Pyszne na zimno, pyszne na ciepło, zamiast kanapki śniadaniowej dnia następnego, solo oraz w towarzystwie. Nie ma powodów, by ich nie zrobić :-)

Cooking & Eating

Cooking & Eating

Cooking & Eating

Piernik. Żeby nie zwariować.

Zwykły wpis

Co roku jestem bliska stwierdzenia, że święta wymyślono tylko po to, żeby człowiek zwariował. Z roku na rok cała zabawa zaczyna się coraz wcześniej. I ja coś czuję, że wiem, do czego to zmierza. No bo przecież nie byłby to pierwszy przypadek czasowego przesunięcia. Wszakże z ciuchami już tak się stało. Kiedy należy szukać wyramiączkowanych bluzek i kusych gaci? Najlepiej wcześniuteńką wiosną, bo wiosną późną już wszystko jest przebrane. W czerwcu zaczynają są wyprzedaże, a od lipca na wieszakach zaczyna rozpychać się kolekcja jesienno-zimowa.

I to wcale nie jest ta jedna jaskółka co wiosny nie czyni. No bo takie magazyny, żurnale i inne kolorowe miesięczniki, to niby co? Jak się chce styczniowy numer przeczytać, to przecież nie należy szukać go na półkach w styczniu. Już go stamtąd dawno wyparł numer lutowy. Styczniowy numer oczywiście należy kupować w grudniu. Choć to akurat słuszna koncepcja. Wszak w grudniu świat się skończy i gdyby do stycznia trzeba było czekać na styczniowy numer, to by się go nigdy nie przeczytało. A tak, proszę, da się.

W każdym razie za parę lat w okolicy sierpnia jakiś rubaszny Mikołaj w hawajskiej koszuli będzie nas naganiał do kupowania prezentów. Last christmas i gave you my heart rozbrzmi w rytmie reggae. A biura podróży poinstruują swoich egipskich rezydentów, żeby palmy przyozdobić bombkami. Za to w listopadzie będzie już pozamiatane. Będzie dawno po sezonie świątecznym i kupno lampek choinkowych będzie równie trudne jak zakup bikini w końcówce sierpnia. No a dzięki temu jak już nastanie 24 grudnia, to będzie można na spokojnie poświętować. I ja dzisiaj właśnie o tym. Czyli o pierniku, który całe zamieszanie robi wcześniej. A jak przychodzą święta, to można go spokojnie i bez nerwów zjeść.

Cooking & EatingTak, wiem, na zdjęciu są babeczki. Ale musicie mi wybaczyć – to zdjęcie pełni tylko funkcje poglądowe. Wszakże piernik właściwy musi poczekać do świąt. Sami rozumiecie. Nie mogłam go jeszcze rozkroić. Celem zrobienia zdjęć część ciasta odłożyłam i upiekłam z niego z miejsca konsumowalne babeczki. Też pyszne, żeby nie było. A niezależnie od kształtu jaki ciastu nadać zamierzamy, początek zawsze jest taki sam. Bierzemy 250 g margaryny i 500 g cukru. Ja wzięłam pół na pół biały i brązowy.

Cooking & EatingUmieszczamy tłuszcz i cukier w dużym garnku i dodajemy do nich 0,5 kg miodu.

Cooking & EatingZalewamy cały ambaras mlekiem w ilości 0,5 l i podgrzewamy aż cukier i tłuszcz się rozpuszczą. W czasie gdy to się dzieje, przygotowujemy przyprawy – po pół łyżeczki tłuczonych goździków, tartej gałki muszkatołowej, cynamonu i anyżu.

Cooking & EatingPrzyprawy dodajemy do płynnej masy i pozwalamy im się trochę zagrzać w tłuszczu. Dzięki temu uwolnią pełnię aromatu. Następnie dodajemy 1 kg mąki oraz 2 płaskie łyżeczki sody.

Cooking & EatingŁączymy składniki w ciasto. Nie ma nawet potrzeby sięgać po mikser – wystarczy drewniana łyżka. W kolejnym kroku dodajemy do ciasta 4 jajka i ponownie mieszamy.

Cooking & EatingOstatni etap to bakalie. Dodajemy orzechy włoskie, migdały, rodzynki, żurawinę i co tam się jeszcze nawinie. Razem bakalii powinno być ok. 0,5 kg.

Cooking & EatingNaszpikowane bakaliami ciasto przelewamy do foremek. Mi starczyło ciasta na dwie keksówki – jedną o długości 35 cm, drugą 25 cm – i dwie małe babeczki do zdjęcia :-) Ciasto wlewamy do 3/4 wysokości foremki, bo pięknie rośnie.

Cooking & EatingPieczemy w 180 stopniach, aż będzie dobry – to cytat z autorki przepisu, centkowej Babci. Okazało się, że piernik jest dobry, gdy upiecze się to „suchego patyczka”, co zajęło mi 1 h 15′. Babeczki były gotowe już po pół godzinie – to na wypadek, gdybyście w ten motyw poszli.

Cooking & EatingPierniki po wystudzeniu można od razu przysposobić do jedzenia lub zawinąć w pergamin i przechowywać do świąt. Choćby i przez parę tygodni. Bezpośrednio przed podaniem trzeba je tylko polewą czekoladową potraktować. Ja bym raczej rozpuściła tabliczkę czekolady, rozrzedziła 2 łyżkami śmietanki i taką pierzynką przykryła piernik. Ale jeśli trzymać się przepisu centkowej Babci, to trzeba wziąć 80 g margaryny, 4 łyżki cukru, 1 czubatą łyżkę kakao oraz 1 łyżkę wody i rozpuścić wszystko razem na gorąco. Tak czy siak, czekoladą piernik dekorujemy. W święta wystarczy go już tylko zjeść :-)

Cooking & Eating

Cooking & Eating

Cooking & Eating

 

Brunetki, blondynki, ja wszystkie was dziewczynki…

Zwykły wpis

Specjalnie na dziś. Z okazji 31 okrągłej rocznicy. Z okazji nocy coraz dłuższych. Z okazji dni coraz zimniejszych. Z okazji dni do prezentów gwiazdkowych gwałtownie upływających. Z okazji pieniędzy na koncie topniejących. Z okazji pierników w pudełku dojrzewających. Z okazji pierwszych śniegów. I parującej aromatem porannej kawy. A nade wszystko bez okazji. A z powodu. Z powodu, że pyszne.

A że pyszne, to wiadomo – w końcu to baby. Te baby co to ach i człek by je łyżkami jadł. I tylko nie wiadomo, które lepsze. Niby mężczyźni wolą blondynki. Ale z drugiej strony, brunetki, blondynki, ja wszystkie was dziewczynki… No to chyba najlepiej jedne po drugich, prawda? Dziś w każdym razie zagości tu pewna blondynka. Ale nie na długo. Bo nikt się jej nie jest w stanie oprzeć.

Cooking & EatingBlondie, na dodatek rozpustnie wzbogacona nugatem i czekoladą. Rozkosz w czystej postaci. Na dodatek rozkosz łatwa do zrobienia. Czy może być lepiej?

Zaczynamy od posiekania białej czekolady w ilości łącznej 200 g.

Cooking & EatingNastępnie 150 g czekolady rozpuszczamy z 80 g masła.

Cooking & EatingW misce łączymy 2 jajka, 3/4 szklanki mąki, 1/3 szklanki drobnego cukru, szczyptę soli i łyżeczkę proszku do pieczenia.

Cooking & EatingDodajemy ekstrakt waniliowy (1 łyżeczkę) oraz płynną czekoladę i mieszamy krótko do połączenia składników.

Cooking & EatingTeraz czas na rozpustne dodatki. Wymyśliłam sobie, że cukiereczki daim byłyby tu towarzystwem idealnym. Ale jak sami możecie się przekonać, daimy nie rosną w każdym ogródku i nie występują w każdym sklepie. Nie było też pod ręką Maleństwa, by je ograbić. Na szczęście istnieje zamiennik, który dla mnie jest łatwiej dostępny niż daimy – cukierki z Ikei. O takie:

Cooking & EatingCukierki występują w pomarańczowych torebkach, zawierających 450 g tego cuda. Mówię Wam – idealne zastępstwo, jeśli daimów nie macie akurat pod ręką. W każdym razie cukierków bierzemy 100 g i siekamy nie za drobno.

Cooking & EatingResztę posiekanej białej czekolady (50 g) oraz posiekane cukierki dodajemy do ciasta, a ciastem wypełniamy natłuszczoną lub wyłożoną papierem do pieczenia foremkę (moja miała wymiary 15×30 cm).

Cooking & EatingCiasto pieczemy 25-30 minut w 180 stopniach, a następnie, jeśli tylko jesteśmy w stanie, wstrzymujemy się z jedzeniem do czasu aż ciasto wystygnie. Za to jak wystygnie, to już nie ma żadnych ograniczeń. Jakże pyszna ta blondyna!

Cooking & Eating

Cooking & Eating

Cooking & EatingBaza ciasta pochodzi stąd.

Na bogato

Zwykły wpis

Naszło mnie coś, co nachodzi mnie równie rzadko, jak wyrzuty sumienia polityków. Naszło mnie z zaskoczenia, i to większego, niźli zima czyni rokrocznie drogowcom. Naszło mnie silnie, jak pięść boksera lądująca na nosie rywala. Początkowo sądziłam, że to pomyłka. Że tak naprawdę, to na co innego mam ochotę. Ale żadne uniki, triki i zwody nie odniosły rezultatu. Zapadł werdykt. Naszła mnie ochota na zupę rybną. Zrozumcie moje niedowierzanie – to dzieje się średnio raz na dwa lata. Ale widać właśnie dwuletni okres karencji minął i czas na kolejną porcję zupy rybnej nastał.

Chociaż nie. Skłamałam. Bo nazywanie tego, na co miałam ochotę, zupą rybną, jest krzywdzące. To jakby w przypadku foie gras powiedzieć, że naszła mnie ochota na pasztet. Albo na okoliczność truflowej zachcianki, wspomnieć o chrapce na grzyby. Bo mi nie taka znowu zwykła zupa rybna się zamarzyła. A taka wypasiona, mega, lux i na bogato. Nie że jakiś tam wywar na ościach. Ekskluzywnie miało być i koniec. O tak:

Cooking & EatingNo i szukałam, szperałam, włosy z głowy rwałam, ale jakoś nie mogłam trafić na przepis, który byłby na aktualny rodzaj zachcianki odpowiedni. Więc wymyśliłam go sobie sama. Wyszło bardzo tak, jak wyjść miało. Czyli pysznie. Zaczynamy od szalotek w ilości 1-2 i 2-3 łodyg selera naciowego. Jedno i drugie siekamy w drobną kostkę.

Cooking & EatingWarzywa podsmażamy do szklistości na niewielkiej ilości tłuszczu (pół na pół masło z oliwą). Następnie dorzucamy do nich puszkę pomidorów.

Cooking & EatingPodlewamy warzywa wodą (ok. 700 ml), przyprawiamy wszystko solą i pieprzem, a następnie pozwalamy pomidorom pogotować się, aż się rozpadną – czyli 15-20 minut. W czasie gdy to się dzieje, my zajmujemy się rybą. W moim przypadku był to pstrąg łososiowy. Ryby bierzemy ok. 400 g i kroimy ją w niedużą kostkę. Oczywiście bez skóry.

Cooking & EatingTeraz czas dorzucić rybę do rondla z pomidorowym wywarem. Wywar powinien być ciut za słony, bo zaraz dorzucimy do niego zupełnie niesłoną rybę. Ogólna wypadkowa będzie wówczas w porządku. Rybę gotujemy ok. 10 minut – po tym czasie nie powinna być już surowa w środku. A w czasie gdy ryba się gotuje robimy dwie rzeczy:

– na suchej patelni podsmażamy chlebową kostkę na grzanki

Cooking & Eating– na łyżce masła podsmażamy ogony rakowe. Pod koniec smażenia doprawiamy je delikatnie ziołową solą. A smażymy króciutko – raptem dwie minuty.

Cooking & EatingWracamy do głównej części zupy – gdy ryba już jest ugotowana, wyłączamy gaz pod rondlem i dolewamy dwie łyżki śmietanki.

Cooking & EatingTeraz pozostaje tylko złożyć wszystko w całość – zupę, grzanki, a na wierzch raki – i zajadać. Następna taka zupa zamarzy mi się pewnie za dwa lata. Choć z drugiej strony, ta była tak pyszna, że może prędzej :-)

Cooking & Eating

Cooking & Eating

Wysoko oprocentowana przyjemność

Zwykły wpis

Ja się nie będę powtarzać. Bo już nie raz pisałam co sądzę o fakcie, że zima nadciąga. I do słabości się też już przyznawałam. W sensie do sięgania po nastrójpolepszające smakołyki. No i wreszcie, kto choć pobieżnie czytywał moje dotychczasowe zeznania, ten wie, że do procentów mam stosunek wielce pozytywny. I wcale nie mam tu namyśli matematycznych zadań. A stąd już wniosek prosty – nastrójpolepszające procenty też bardzo popieram.

A jeśli chodzi o procenty, to tak jak w przypadku innych łakoci, największą słabością pałam do tych własnego wyrobu. Nalewki, naleweczki, likiery wypełniają rozliczne butelki stojące dumnie na górze szafek kuchennych. Obowiązkowo muszą stać nie pod ręką, zbyt wysoko by sięgnąć po nie bez stołeczka, bo tylko takie rozwiązanie może im zapewnić przetrwanie przez czas dłuższy. A ponoć najlepsze są takie naleweczki, którym się uda postać kilka lat. Piszę ponoć, bo nie wiem czy ktokolwiek był w stanie przechować nietkniętą nalewkę przez tak długi czas.

I choć zaprzyjaźniony Obrońca Granic raz mądrze rzekł, że smakować to ma kurczak, a alkohol ma trzepać, to tej naleweczce walorów smakowych odmówić nie można. A trzepie aż miło :-) Pozwólcie zatem, że przestawię – oto nalewka Kawa&Pomarańcza. Jedna z najlepszych jakie znam. Niech rekomendacją będzie to, że robię ją już po raz czwarty. Na długie zimowe wieczory sprawdza się idealnie. Śniegu – jestem gotowa, możesz padać!

Cooking & EatingJeśli chodzi o listę składników, to łatwo zgadnąć, zawiera ona kawę i pomarańcze :-)

Cooking & Eating

Cooking & EatingKawy bierzemy 80 g, a pomarańcze dwie.

Ponadto potrzebny będzie syrop cukrowy ugotowany z pół litra wody i 700 g cukru.

Cooking & EatingW czasie gdy syrop stygnie zajmujemy się pomarańczami i kawą. Chodzi o to, by jednym naszpikować drugie. Najlepiej pomagać sobie ostrym nożykiem – robić na skórce pomarańczy nacięcia, w które następnie wpychamy ziarenka kawy.

Cooking & Eating

Cooking & Eating

Cooking & EatingCzynność powtarzamy do wyczerpania ziarenek kawy lub miejsca na pomarańczach.

Cooking & EatingNastępnie wrzucamy naszpikowane kawą pomarańcze do słoja – musi mieć duuuże wejście, bo inaczej pomarańcze nam się nie wcisną. Jeśli zostanie Wam kawa – a mi zawsze zostaje – to dorzućcie ją luzem obok pomarańczy.

Cooking & EatingTeraz zalewamy owoce litrem spirytusu oraz syropem cukrowym.

Cooking & EatingNo i zostaje rzecz najtrudniejsza – 6 tygodni oczekiwań… Ale jak już wytrwacie te półtora miesiąca, to efekt Wam wszystko wynagrodzi. Wystarczy przefiltrować i rozkoszować się.

Cooking & Eating

Cooking & Eating

Cooking & Eating

Przepis na nalewkę wyszperany został tu.

Recycling po francusku

Zwykły wpis

Względnie ładny listopad przeszedł w całkiem brzydki grudzień. Poziom pochmurności przekroczył wszelkie granice rozsądku. Kot, normalnie szukający na potrzeby drzemki jakiejkolwiek norki, szpary bądź zakamarka, teraz chłonie każdy promień słońca i śpi pod samym oknem, w najjaśniejszym miejscu domu. Co jest w sumie dziwne, bo mógłby na przykład w dzień nie spać. Wykorzystać te chwile umiarkowanej jasności, a pospać, jak normalny człowiek w nocy. Ale nie – Kot woli w nocy hasać, a odsypiać w dzień, za to w jasnym miejscu. Ot, kolejny dowód na to, że Kota zrozumieć się nie da.

Masakra pogodowa miesza w głowie nie tylko Kotu. No bo jak człowiek ma normalnie funkcjonować, jak ogólnie ciągle jest ciemno. No wiadomo, że się nie da. Zima godzi w zdrowie psychiczne i to jest fakt niezaprzeczalny, jak grawitacja. Trzeba ratować się wszelkimi dostępnymi sposobami. Wyjeżdżać do słońca, dogrzewać się pod kwarcówką i rozgrzewające napoje pić. No i oczywiście jedzeniem się wspomagać, bo nie od dziś wiadomo, że na zbolałą duszę odrobina kalorii działa jak kojący balsam.

A jeśli chodzi o jedzenie co moc uleczania ma, to ostatnio, za sprawą ChilliBite, odkryłam nowe możliwości w tym zakresie. Rozpustnie i rozkosznie pyszne rogaliki z odzysku. Niby jest to pomysł na uratowanie nie najświeższych już croissantów, ale ja jestem skłonna specjalnie na ten cel croissanty wysuszać. Bo po takim śniadaniu dzień jest mniej szary, po takim podwieczorku wieczór jest bardziej kolorowy. Z resztą nie trzeba szukać powodów dla ich zrobienia, bo są po prostu obłędnie pyszne.

Cooking & EatingSprawa jest banalnie prosta i szybka. Croissanty można przygotować bezpośrednio przed pieczeniem albo i dzień wcześniej (w ten sposób można je sobie zaserwować na śniadanie nawet w środku tygodnia przed pracą!). Musicie, po prostu musicie ich spróbować. A żeby to zrobić postępujemy tak: ze szklanki wody, dwóch łyżek cukru i tyleż rumu gotujemy lekki syrop (dwie minuty od zagotowania wystarczą) i odstawiamy do przestudzenia.

Cooking & EatingNastępnie bierzemy torbę wczorajszych, podsuszonych croissantów. W sensie 6. Jak zrobicie mniej, to będziecie żałować. Nie ma natomiast przeciwwskazań, by porcję podwoić ;-)

Cooking & EatingKażdego rogalika traktujemy ostrym nożem, przekrajając go, ale tak nie do końca.

Cooking & EatingTeraz nadzienie – mielimy 100 g migdałów albo w wersji jeszcze szybszej – bierzemy 100 g migdałów mielonych.

Cooking & EatingMigdały łączymy ze 100 g cukru i 100 g miękkiego masła. Do tego szczypta soli i chlust ekstraktu z wanilii. Ucieramy mikserem. Na koniec dodajemy do masy dwa jajka.

Cooking & EatingI teraz działamy następująco – każdego croissanta lekko namaczamy w syropie (najwygodniej robić to na płaskim talerzu, na który sukcesywnie będziemy podlewać syrop, bo nie chodzi o to by rogaliki utopić, a lekko nawilżyć).

Cooking & EatingDo każdego croissanta ładujemy migdałową masę

Cooking & EatingOdrobiną masy smarujemy rogala również z góry i obsypujemy go płatkami migdałowymi

Cooking & EatingI pieczemy w 180 stopniach przez 15 minut. Lub ładujemy do lodówki, by poczekały na poranek dnia następnego – takie wychłodzone pieczemy o 5 minut dłużej. A potem tylko oprószamy odrobiną cukru pudru i odpływamy w krainę absolutnej rozkoszy. Mniaaaam!

Cooking & Eating

Cooking & Eating

Cooking & Eating