Ostatnia szansa i ukryty motyw

Zwykły wpis

Zauważyłam, że w kwestii pogody to ja marudna jestem niesłychanie. Co drugi wpis narzekam, że za ciepło jest, za zimno, za wietrznie, za mokro, za szaro, albo ciepło, lecz nie dość. A dziś znowu o pogodzie chciałam i nie wiem, czy to już nie będzie przesada z mojej strony. Ale co tam, zaryzykuję. Bo wiosna idzie, proszę państwa. I jak to idąca wiosna, nie jest jeszcze w pełni zadomowiona. Zatem jest jeszcze szansa, by ostatnie zimowe z charakteru przepisy wypróbować. Nim sałatki i nowalijki, zieloności i lekkości nie zdominują stołów. Bo niektóre przepisy mają rację bytu tylko w chłodnawe dni.

Na ten przykład, taka golonka. Dymiąca micha grochu z kapustą, w niej zatknięta przypieczona goloneczka, a do tego wszystkiego obowiązkowo kufel zimnego piwa. Albo takie wino grzane. Goździkami i cynamonem parujące. Lub też boczek pieczony, skwierczący, tłuściutki, nacinany i przyprawami nacierany – wedle instrukcji Jamiego Olivera. Nie bardzo widzę te dania przy 20+ celcjuszowych stopniach za oknem. No więc, jedyna opcja, zabrać się za to teraz, gdy aura jeszcze sprzyja. Bo następna taka okazja – dopiero za rok.

Tym razem padło na wspomniany boczek Jamiego. Boczku kawał niebrzydki, nie za chudy, nie za tłusty, nacinamy co centymetr lub nawet gęściej.

2-3 ząbki przeciśniętego przez praskę czosnku, kilka ziarenek utłuczonego ziela angielskiego i tyleż pieprzu, łyżeczkę soli oraz rozmaryn i tymianek ucieramy z odrobiną oliwy na pastę.

Aromatyczną pastą nacieramy boczek.

Boczek układamy na warzywach (wzięłam ziemniaki, marchew, cebulę i ząbki czosnku w całości) wymieszanych z kapką oliwy, solą i ziołami takimi samymi, jakich użyliśmy do natarcia boczku – rozmarynem i tymiankiem.

Pieczemy dwie godziny w 200 stopniach, podlewając boczek w międzyczasie ze 2-3 razy wypuszczonymi przezeń sokami. I gotowe. Bardzo smakowicie i zimowo.

A teraz czas się przyznać – tak naprawdę, to tylko o jedno chodzi w tym przepisie. Nie o ten soczysty boczek. Wcale też nie o te pięknie skarmelizowane marcheweczki i aromatem boczkowym nasiąknięte ziemniaki. Nie o słodki smak pieczonego czosnku. Wcale nie – to są tylko przyjemne efekty uboczne. Clue programu jest inne – chodzi o kanapkę, jaką z resztkami boczku można sobie zrobić następnego dnia. O tak, to jest to.

Reklamy

8 responses »

  1. Żalić się nie będę, chwalić też nie, za to wygarnę Ci Centko, że ślinka cieknie! Lubię oglądać takie zdjęcia krok po kroku – czasem jedno zdjęcie zastępuje kilka zawiłych zdań tłumaczenia co i jak. Takie mięsiwo pieczone z ziemniakami i warzywami to super pyszne danie, całe w tym smakowitym sosiku, mniaaam :) Narobiłaś mi smaka. Muszę zrobić coś podobnego!

    • Ja za to uwielbiam u Ciebie cudowne, przemyślane i dopieszczone w każdym calu aranżacje. A co do przepisu – dobrze pamiętam, że bardzo apetyczny boczek, choć o nieco innym charakterze, gościł u Ciebie na blogu. Też mi wtedy ślinka pociekła :-)

      • Z tym dopieszczeniem bym polemizowała. Właśnie najbardziej mnie wkurza, że nie mam na to czasu. A jeszcze mój małżonek – kiedy ja skaczę wokół talerza, układam, ustawiam, uwijam się jak pszczółka – on zadaje mi pytanie, tym swoim szczególnym tonem, obniżonym głosem z nutką zdenerwowania: „to teraz robisz zdjęcia, czy jesz?” I wtedy już odechciewa mi się, bo stygnie, bo dymek już uleciał, bo nie będę psuć atmosfery domowego obiadu :) Nie żebym jakiegoś tyrana miała za męża, nic z tych rzeczy, ale jednak…

        • U mnie jest wręcz przeciwnie – ja już, obfotografowawszy cały proces przygotowywania potrawy, chcę w końcu usiąść i zjeść, a w Niesfornym Mężu wtem nagle zmysł artystyczny się budzi i prawie mi wyrywa talerz, żeby do jeszcze jednej pozy danie ustawić :-)

  2. hehe.. literackim talentom dawać upust pod twoimi wpisami? śniesz żartować. kto mógłby choćby chcieć próbować konkurować?! Ja w każdym razie rękawicy nie podejmę :)

    • Dobra, dobra, nie przesadzajmy
      Poza tym, zawsze można zabrać głos, żeby mi nawrzucać :-) Tyle się słyszy o intenetowych trolach, hejterach i dzieciach neostrady, a tu sama słodycz w komentarzach płynie. Zaczynam wątpić w dzisiejszą młodzież ;-)

      • a młodzież to klasyfikujesz wg peselu, czy może wg jakichś rozszerzających kryteriów? Bo może jeszcze będę miała szansę się poprawić i coś ci nawrzucać!

Masz coś do powiedzenia? Nie krępuj się!:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s