Tylko pamiętajcie – bez pimpoczków!

Zwykły wpis

A było to ponoć tak, że słynny gruziński kompozytor miał ukochanego psa. Pies, jak to pies, niespecjalnie upoważniony był do jadania z pańskiego stołu. Co mu zupełnie nie przeszkadzało fantazjować, na temat podawanych na pański stół potraw. Leciała mu ślinka na widok tych wszystkich chaczapuri, sacziwi, adżapsandali. Trzymał się jednak dzielnie, bo to posłuszny pies był. Aż pewnego razu na stół wjechały chinkali. Pies już ledwo nad sobą panował, ostatkiem silnej woli powstrzymywał, by panu z talerza nie wyjadać, ale miłość do właściciela wielka była, więc jakoś podołał. A wiedzieć Wam trzeba, że ów gruziński kompozytor, to sławny i bogaty był. Nie żaden tam plebs. Więc mógł sobie na odrobinę burżuazyjnej nonszalancji pozwolić. I owszem, pozwalał sobie. Zamiast wcinać chinkali w całości, zjadał tylko to co najlepsze, zostawiając pimpoczki na brzegu talerza. Skończywszy posiłek, kompozytor oddalił się by czynić to, co czynią kompozytorzy po obiedzie (nie pytajcie mnie co, nigdy nie byłam kompozytorem), a pies został sam na sam z pozostałymi po obiedzie pimpoczkami. Pomyślał sobie, że i tak te pimpoczki nikomu nie potrzebne, że nikt nie zobaczy, no i przede wszystkim psia silna wola też miała swoje granice. Traf chciał, że kompozytor wrócił na moment do jadalni, bo zapomniał okularów. No i zobaczył, że pies pimpoczki zżera. A potem (tu część drastyczna) niestety psi żywot zakończył się bardzo szybko. No i wniosek był jeden, jedyny możliwy w tej sytuacji do wyciągnięcia – pimpoczki temu winne! Zatem od tego czasu chinkali obowiązkowo się je bez pimpoczek. Jeśli Wam życie miłe, to też trzymajcie się tej reguły. Bo po prostu nie jedzenie chinkali w całości nie wchodzi w grę – zbyt pyszne i zbyt piękne na to są!

To sztandarowe danie kuchni gruzińskiej nie jest aż tak pracochłonne, na jakie wygląda. Przepis pochodzi od Najlepszej Możliwej Szwagierki (dzięki Янка!). No to do dzieła!

Ciasto robi się jedynie z wody i mąki (oraz soli do smaku). Podstawowa proporcja to 100 g wody na 300 g mąki. Pewnie różne mąki różnie chłoną wilgoć, w każdym razie u mnie ta proporcja wymagała korekty – dolałam jeszcze 2-3 łyżki wody. Ciasto ma być elastyczne, ale dość twarde. Wkładamy je na 15 minut do zamrażarki. W czasie gdy ciasto się mrozi robimy farsz.

Na ciasto z 300 g mąki bierzemy 300 g mięsa i 1 cebulę. Mięso – optymalnie baranina, ale może być też tłusta wołowina. Mięso i cebulę przyprawiamy pieprzem czarnym i czerwonym (wzięłam po prostu kolorowy), kminem i solą. Mielimy, blenderujemy, bądź w inny sposób rozdrabniamy, a następnie rozcieńczamy wodą – ok. 50 ml. Wodę trzeba dobrze wmieszać w mięso, bo nie chodzi o to by mięsne kawałki pływały w wodzie, a o to by uzyskać nieco rozrzedzoną mięsną masę.

Teraz wracamy do ciasta. Rozpłaszczamy je i wycinamy porcje ciasta.

Każdą porcję rozwałkowujemy na cieniutki placuszek o średnicy ok. 15 cm. Ciasto jest dość twarde, więc warto zagnać do kuchni jakiś testosteron do wałkowania. Ja skorzystałam z Niesfornego Męża, który sprawdził się bardzo dobrze. Na każdy placuszek ładujemy łychę farszu.

Teraz trzeba chinkali uformować. Bierzemy brzeg ciasta i składamy w falbankę.

Posuwamy się wzdłuż brzegu, aż do końca – powstanie nam sakiewka. Teraz skręcamy ją uciskając jednocześnie miejsce łączenia i wyciągamy troszkę w górę.

Zbędny „komin” usuwamy. Prawdziwy Gruzin tylko spojrzy, a zbędny fragment ciasta odpada. Ja pomagałam sobie nożyczkami.

Czynność powtarzamy do wyczerpania ciasta i farszu.

W dużym garnku doprowadzamy do wrzenia wodę, solimy ją i przystępujemy do gotowania. Wrzucamy pierożki partiami, obowiązkowo mieszając po wrzuceniu, by zapobiec przywieraniu chinkali do dna lub do siebie nawzajem. Gotujemy ok. 7-8 minut. Chinkali są gotowe, gdy odwrócą się „do góry nogami”. Jeśli w garnku jest ciasno, to pierożkom może zwyczajnie zabraknąć miejsca na piruet – spróbujcie zamieszać i zobaczyć w jakiej pozycji po tym manewrze skończą.

Gotowe chinkali należy oprószyć świeżo tłuczonym pieprzem. Jemy je tylko i wyłącznie rękoma. Trzeba pierożek złapać za pimpoczkę, nadgryźć delikatnie i wyssać bulion, który w procesie gotowania powstał wewnątrz chinkali. Następnie zająć się resztą.

Tylko pamiętajcie! Pimpoczki zostawiamy!

A przy okazji, po ilości pimpoczków zostawionych na talerzu łatwo potem ustalić kto okazał się największym łasuchem :-)

Reklamy

12 responses »

  1. No to widzę, potrawa jak „Japońska ryba trująca” :) tylko tutaj w wydaniu Gruzińskim! Trzeba spróbować!

  2. No ja też kompozytorem słynnym nie jestem, a widać to po tym, że mój pies mógłby wejść mi na kolana i wyjeść wszystkie chinkali razem z pimpoczkami, a żywota by i tak nie zakończył! Wszystko inne też mógłby mi wyjeść, ale wychowany jest i respekt przede mną jaki taki czuje, no a poza tym nigdy mu nie powiedziałam, że mógłby :)

    Świetne danie. Ja ciągle jestem do tyłu…

    • Widzę, że jedzenie z psem ma zdecydowaną przewagę nad gotowaniem z kotem – moja bestia respektu nijakiego do nikogo nie czuje, łazi mi między miskami, garnkami i zajrzeć musi wszędzie. W inspekcji mogłaby robić ;-)

    • Składniki nie są zbyt wymyślne, więc nawet poprzez czyszczenie lodówki dałoby radę je zrobić. Tak więc żadnych wymówek nie masz :D

  3. Ale piękne pimpoczki! Ehm, tzn chinkali ;) Wzięłabym sobie jednego :)
    Mój pies tylko raz zezarł ze stolika, ale tylko dlatego, że specjalnie zostawiliśmy kromkę ze smalcem mniej więcej na wysokości kanapy, gdzie zwykle się wyleguje i z premedytacją wyszliśmy z pokoju. Po pewnym czasie pies grzecznie spał na swoim miejscu, w sypialni ( jak nigdy! ) a talerz świecił pustkami :D
    Ps. Żyje do dziś.

  4. Ależ mnie to korci.. Przywodzi mi na myśl wspomnienia o jedzonych w dzieciństwie pielmieni (serwowanych przez zaprzyjaźnionych Moskwiczan)

Masz coś do powiedzenia? Nie krępuj się!:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s