Nu, pogodi!

Zwykły wpis

Jak ja nie potrafię chorować! Zupełnie nie mam talentów w tym zakresie. Przez tydzień lub dni kilka nosi mnie nadzieja, że w końcu zalegnę sobie pod kołdrą, z książką, nieśpiesznie i z czymś gorącym do picia, ale nie udaje mi się sfinalizować tych pięknych marzeń. Bo poranny rachunek sumienia niestety zawsze mi wychodzi niekorzystnie i uczciwie muszę przyznać, że budzę się zdolna do pójścia do pracy. Przynajmniej fizycznie. Z nastawieniem różnie bywa. Ale fizycznie nie ma przeciwwskazań. Gorzej mi się robi kole południa, ale jak już przyczłapałam się do pracy, to do końca wysiedzę. Wieczorem natomiast padam, bez serc, bez ducha. Z głębokim poczuciem, że jutro będzie lepiej, czyli gorzej i atak choroby pozwoli mi skorzystać z dobrodziejstw L4. O ja naiwna! Rano znów jestem zdatna do użytku, a po kilku dniach takiej zabawy choroba rozchodzi się po kościach. I tym sposobem od czasów prehistorycznych nie byłam na zwolnieniu.

I tak oto, bez wsparcia ze strony ZUSu, bez dopalaczy w postaci puchowej kołdry, bez leków reglamentowanych i wolnodostępnych oraz kosztem jedynie czasu prywatnego, doszłam do sił, by w końcu zamieścić przepis na królika. Skąd królik? (cytując Niesfornego Męża) – Bo tak za nami chodził… ;-)

Obrońców zwierząt pragnę uspokoić, że pałętającego się za nami królika zostawiłam w stanie nienaruszonym, a mięso na niniejszy przepis pozyskałam drogą kupna.

No to do dzieła.

Być może gdzieś da się kupić królika już pokrojonego, ale jednak łatwiej trafić na tuszkę w całości. Trzeba ją zatem podzielić. Bardzo dobry filmik instruktażowy jest np. tu . Jak królik zostanie już rozczłonkowany, to trzeba, absolutnie trzeba go wrzucić do marynaty, najlepiej na całą dobę.

Marynatę zrobiłam z octu winnego i oliwy (pół na pół), estragonu, tymianku, liścia laurowego, czosnku, ziaren jałowca i pieprzu, również w ziarnach.

Gdy odpowiedni czas marynowania upłynie, królika wyciągamy, osuszamy, obsmażamy. Ze wszystkich stron.

Obsmażone kąski odkładamy, by czekały na swoją kolej, a my zabieramy się za warzywa – cebulę i marchewkę.

Plasterki marchwi, ćwiartki cebuli oraz parę (nieobranych) ząbków czosnku podsmażamy krótko na tym samym tłuszczu, na którym skwierczał przed chwilą królik.

Następnie układamy wszystko razem w brytfance, soląc przy okazji mięso.

Podlewamy szklanką bulionu lub białego wina, dolewając wody tyle, by mięso było mniej więcej do połowy zanurzone w płynie. Doprowadzamy całość do wrzenia i wstawiamy brytfankę na 2 godziny (lub do czasu gdy mięso będzie miękkie) do piekarnika rozgrzanego do 160 st.

Gotowe mięso wyciągamy z brytfanki, a z pozostałego płynu robimy sos – odparowujemy płyn intensywnie, aż zredukuje objętość o połowę. Zmniejszamy gaz, podlewamy 2-3 łyżkami śmietanki i gotujemy jeszcze kilka minut. Ewentualnie korygujemy doprawienie. Genialnym dopełnieniem będzie czosnkowe pure ziemniaczane, o którymi pisałam tu.

 

Reklamy

6 responses »

  1. Taki królik też chodzi za moim małżonkiem. Wmówił mi nawet, że kiedyś już go robiłam i mogłabym powtórzyć! Albo ja mam kompletną sklerozę, albo on, bo nie przypominam sobie tego faktu. W ŻYCIU nie piekłam królika! :))) Może pora spróbować – we Francji to dość popularne mięso, a Twój przepis kusi i bardzo ładnie się prezentuje :) Pozdrowienia!!!

    • Nie żebym posądzała Cię o sklerozę, ale jestem skłonna uwierzyć, że o pieczeniu królika można zapomnieć – w smaku podobny do kurczaka, w marynowaniu do wieprzowiny lub dziczyzny, w przyrządzaniu niekłopotliwe – może wylecieć z głowy! ;-)

  2. często myślę o zrobieniu królika, ale jak tylko biorę tuszkę do ręki w markecie mąż robi taaaaką minę, że się odechciewa ;), musze ugotować kiedyś i mu nie powiedzieć co to ;)

Masz coś do powiedzenia? Nie krępuj się!:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s