Takie jest odwieczne prawo natury

Zwykły wpis

Jak jest tłusty czwartek, to muszą być pączki. Zawsze są. Jak się nie kupi/upiecze samemu, to ktoś w pracy przyniesie. Albo po pracy ktoś na pączki zaprosi. Tak po prostu jest. Tłusty czwartek ma swoje prawa. Jak już przychodzi, to rozgaszcza się ekspansywnie, bo wie, że następny szał pączkowy dopiero za rok.

Ja pączkowa nie jestem. Już bardziej kręcą mnie faworki. Albo churros. Oooo tak. Ale lubię robić pączki. Zapewne to genetyczne. Moja Babcia, z szaleństwem w oczach, potrafiła usmażyć 300 pączków za jednym podejściem. Moja Mama uprawiała zabawy pączkowe, wsadzając do nich losy. Z takim backgroundem i u mnie nie mogło być inaczej. Lubię patrzeć jak pączki rosną, jak skwierczą na tłuszczu, jak powstaje chrupiąca skórka i obowiązkowa biała obwódka. A czyż może być lepszy czas na uprawianie tego hobby niż koniec karnawału? Zatem do dzieła!

Zamarzyły mi się pączki z karmelem. To oznaczało, że nadziewanie po pieczeniu było rozsądniejszą opcją. No to zaczynamy od ciasta – przepis Doroty, z wpływami przepisu Babci.

W dużej misie łączymy 550 g mąki, 70 g cukru, 250 ml mleka, 3 jajka, 15 g suszonych drożdży, skórkę z cytryny, łyżkę ekstraktu waniliowego, szczyptę soli.

Ciasto wyrabiamy kilka minut, następnie dodajemy 100 g rozpuszczonego masła. Wyrabiamy jeszcze chwilę, po czym oprószamy mąką i zostawiamy do podwojenia objętości.

Teraz ciasto trzeba rozwałkować i wykrawać z niego zgrabne pączki.

Układamy pączki na podsypanej mąką blasze i dajemy im powyrastać pod przykryciem – znowu do podwojenia objętości. Wieść gminna głosi, że pączków nie można przestraszyć, zatem w czasie wyrastania na wszelki wypadek chodzimy na paluszkach.

Teraz zostaje tylko smażenie. Dorotka sugerowała olej o temperaturze 175 st. Ja nie mam termometru, więc sugeruję średni ogień, który lekko zmniejszamy gdy już olej się nagrzeje.

Pączki odsączamy z nadmiaru tłuszczu na papierowym ręczniku. Gdy nieco przestygną można je nadziać. Jak wspomniałam, zapragnęłam nadzienia karmelowego. W tym celu puszkę kajmaku (340 g) krótko podgrzałam z łyżką śmietanki – tyle tylko, by konsystencja się rozrzedziła nieco i masa dawała się przeciskać przez szprycę.

Jeszcze tylko pierzynka z cukru pudru i gotowe.

 

 

 

Reklamy

Masz coś do powiedzenia? Nie krępuj się!:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s