Demonstrujcie a będzie wam dane

Zwykły wpis

Generalnie jestem wszystkożerna. Nawet szarańczy próbowałam w ramach poszerzania horyzontów smakowych. Ale nie wszystko mi podchodzi i równy zachwyt we mnie budzi. Jak na przykład kawa z cukrem. No nie lubię. Ale też nie jest tak, że nie lubię kategorycznie i nieodwołalnie. Jak byłam gdzieś, gdzie nie sposób było dostać kubka niesłodzonej kawy (a już zdecydowanie nie bez znajomości lokalnego narzecza), to przyjmowałam to za miejscowy folklor i taka kawa zaczynała mi smakować. Ot, logika rzeczy względnych.

No i chyba jedynie względnością da się wyjaśnić moje odczucia względem podrobów wszelakich. To nie tak, że ich nie lubię – gotowe, podane na talerz, mogę zjeść z wielkim smakiem. Ale nie robię. A przynajmniej nie robię często i bez wyraźnego powodu. I to też nie dlatego, że obrzydliwość zwierzęcych wnętrzności mnie odrzuca.  A po prostu bo tak.

Żyłabym sobie spokojnie w symbiozie z moimi fobiami, gdyby nie fakt, że mam Niesfornego Męża. A Niesforny Mąż podroby lubi. Nawet bardzo. I raz na jakiś czas lud konsumujący urządza demonstrację adresowaną do jedynej, niepodzielnej władczyni kuchennych utensyliów, co to rękę na kurku z gazem trzyma, domagając się spełnienia postulatów podrobowych. Władczyni bywa łaskawa, o lud swój dba i raz do roku spełnia jego prośby. Dziś zatem będzie o wątróbce.

Składniki są nieskomplikowane: wątróbka drobiowa, cebula i wino (słodkie, w typie porto).

Wątróbkę płuczemy pod zimną wodą, osuszamy i pozbawiamy brzydkich farfocli. Obtaczamy ją w mące. Na razie nie solimy, bo będzie gorzka!

Wątróbkę obsmażamy z drobno siekaną cebulą. Podlewamy winem, przykrywamy, dusimy.

Po mniej więcej kwadransie wątróbka jest gotowa. Przekładamy ją na talerze zostawiając w rondlu sos, który szybko redukujemy na mocnym ogniu. Do zredukowanego sosu dodajemy łyżkę masła oraz solimy go i pieprzymy do smaku. I tyle. Dodatkowo można dosolić wątróbkę na talerzu. No to do zobaczenia za rok, wątróbko! Choć, kto wie, może jednak wcześniej, bo wyszła pyszna :-)

 

Reklamy

2 responses »

  1. U mnie jest dokładnie tak samo :) chociaż kiedyś lubiłam wątróbkę. Jakoś mi przeszło. Nie mówiąc już o innych móżdżkach tudzież kogucich grzebieniach…brrr Dobra jest cielęca wątróbka z czosnkiem i pietruszką, na masełku :)

Masz coś do powiedzenia? Nie krępuj się!:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s