Opakowanie zastępcze

Zwykły wpis

Zgodnie z zapowiedzią wróciłam zainspirowana. Niestety, dokumentację fotograficzną diabli wzięli. Mam nadzieję, że uda się ją odzyskać i wówczas uzupełnię opisy odpowiednimi obrazkami. A tym czasem zamieszczam, w ramach zastępstwa, zdjęcia Kota, który doskonale prezentuje jak zmęczona się czuję po ostatnich wojażach.

Ale przechodząc do tematu bardziej interesującego – dziś będzie o tym, jak karmią w Szwajcarii. A karmią smacznie, lecz mało zaskakująco. Kuchnia szwajcarska ziemniakiem i serem stoi, więc dla polskiego podniebienia te smaki są dość znajome. Co nie znaczy, że nie są godne uwagi.

Po pierwsze: Rösti. Rösti bardzo dobrze można opisać, porównując go do naszego placka ziemniaczanego. W zależności od kantonu przygotowywany jest z surowych lub gotowanych ziemniaków i podawany z różnymi dodatkami. Ja jadłam w wersji z surowymi kartoflami, więc tylko o niej napiszę. Tarte i odciśnięte z wody ziemniaki łączy się z masłem i przyprawami. Można tylko z solą i pieprzem, jeśli dodatkami chcemy nadać plackowi charakter, a można pójść też w zioła, czosnek, itd., jeśli placek ma być bardziej samodzielny jako danie. Nie dodajemy polskim zwyczajem ani jajka, ani mąki. Placek smaży się na gęsim tłuszczu, najlepiej na niewielkiej patelni, tak aby od kształtu naczynia zapiekł się w ładnym, okrągłym kształcie. Gdy porządnie przesmaży się z jednej strony przewracamy go dla dosmażenia na 1-2 minuty na drugą stronę. Robimy to albo bardzo szeroką łopatką, albo za pomocą talerzyka – inaczej jest spore ryzyko, że się rozpadnie, a tego nie chcemy. Jeśli chodzi o dodatki, to można go podawać jako towarzystwo dla różnorakich gulaszów, albo obłożyć dodatkami, w tym obowiązkowo serem. Gruyerem oczywiście. Dodatki to już wolna amerykanka. Nawet ciężko powiedzieć, jakie są typowe, bo co kanton to inna historia. W kantonie włoskim popularna jest wersja a’la pizza neapolitana, czyli z mozarellą w miejsce gruyera, pomidorami i bazylią. Można spotkać wersję z kiełbaską cielęcą (podobną do naszej białej kiełbasy). Albo z serem, boczkiem lub szynką i cebulą. Albo z grzybami. Z rybą również. Ogólnie jest to dobre danie na wyczyszczenie lodówki z resztek ;-)

Druga rzecz bardzo typowa to Spätzle – popularne również w Niemczech kluski. Spätzle są czymś pomiędzy makaronem a lanymi kluskami – składniki są we wszystkich przypadkach te same, ciasto różni się jedynie gęstością, a w konsekwencji strukturą i fakturą po ugotowaniu. W przypadku Spätzle proporcje są następujące: na każde 1 jajko bierzemy 100 g mąki i 50 ml wody oraz oczywiście szczyptę soli. Ciasto rozsmarowuje się na desce i szybko odkraja kawałki zsuwając je wprost do garnka z gotującą się wodą. Spätzle można podawać jako dodatek do mięs, można podsmażyć z boczkiem i cebulką (lub innymi urozmaicaczami) albo, na wzór makaronu, podać w towarzystwie sosu. W tej ostatniej wersji jadłam je z sosem serowym, z dodatkiem suszonych pomidorów i chilli. Bardzo udany zestaw.

 A skoro już jesteśmy przy sosach serowych, to nie można pominąć fondue – sosu, który jest daniem samym w sobie. Wersji fondue jest wiele, bo przepis podstawowy można dowolnie rozwijać. Zatem skupmy się na przepisie bazowym, bo resztę załatwi wyobraźnia. A przepis jest banalnie prosty – w końcu to przepis szwajcarskich pasterzy, którzy szukali sposobu na spożytkowanie resztek sera. Jedyne, na co trzeba zwrócić uwagę, to proporcje, bowiem one zapewniają odpowiednią, nie za rzadką, nie za gęstą, konsystencję fondue. A proporcje są takie: 250 g gruyera, 250 g ementalera , 250 ml białego wina, 3 łyżki Kirschu, łyżeczka mąki ziemniaczanej, łyżeczka soku z cytryny. To wszystko wrzucamy do przetartego ząbkiem czosnku garnuszka i mieszając podgrzewamy do rozpuszczenia sera i połączenia się składników w jednolitą masę. Doprawiamy solą, pieprzem, gałką muszkatołową. Gotowe.

Z deserów w tej chwili dominuje mus z kasztanów – akurat jest na nie sezon. Nie udało mi się wymusić zeznań jak dokładnie robi się taki mus, ale smakowało to tak, jakby uprażone kasztany utrzeć z niewielką ilością cukru. Nic więcej. Charakterystyczny jest też sposób podania. Na bezę, wyciska się mus przez praskę – tak by wyglądał jak spaghetti, po czym przyozdabia się kleksem bitej śmietany. Popularna jest też crema catalana i wszelkie suflety czekoladowe.

Rozpisałam się strasznie, a to i tak nie wszystko. O reszcie może innym razem.

Reklamy

11 responses »

    • Ja miałam kiedyś kochanego psa, który nie mógł się zdecydować czy koty kocha, czy też na nie poluje. Jak jakiś kot przebiegał przez ulicę, to w psinie budził się łowca, rzucał się w dramatyczną pogoń, a jak już doganiał kota, to stwierdzał, że wcale nie ma ochoty mu zrobić krzywdy i chętnie by się pobawił. Koty zawsze były bardzo skonfundowane takim obrotem spraw ;-)

Masz coś do powiedzenia? Nie krępuj się!:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s