Nobel za profanację

Zwykły wpis

Micha pasty z pulpecikami zasługuje na odpowiedni deser. Trzymając się włoskiej konwencji otrzyjmujemy tylko jedną, jedyną właściwą opcję – tak jest, słusznie się domyślacie, chodzi o tiramisu. Ponieważ w przypadku dania głównego byłam dość konserwatywna, w przypadku deseru uznałam, że drobne pogwałcenie włoskiej tradycji nie ściągnie na mnie gromów. Dodanie do tiramisu baileysa to chyba najgenialniejsza możliwa profanacja oryginalnego przepisu, profanacja godna Nagrody Nobla, Pulitzera, medalu Fieldsa i statuetki Oscara jednocześnie.

Bierzemy opakowanie mascarpone, a najlepiej dwa. No chyba, że masz nadludzką siłę woli, to jedno wystarczy. Do tego 1 jajko, 40 g cukru, 100 ml likieru, 200 g biszkoptów i 150 ml mocnej kawy.

Wolę przygotowywać tiramisu w postaci indywidualnych porcji z przynajmniej trzech powodów. Po pierwsze, wrażenia estetyczne. Niestety, nie jest to deser, który łatwo się porcjuje. Po drugie, małe porcje wymagają krótszego leżakowania w lodówce niż jedna duża. I po trzecie, przygotowanie dużej blachy tiramisu przeważnie kończy się ten sposób, że stoję przy uchylonych drzwiach lodówki i podjadam tyko po łyżeczce, aż pół deseru znika nie wiadomo gdzie. Jednocześnie jest to argument za tym, aby jednak przygotowywać tiramisu w dużym naczyniu ;-)

Do kawy dodajemy połowę baileysa. Połowę biszkoptów moczymy w kawie. Najlepiej robić to palcami – wtedy nałatwiej wyczuć moment, kiedy biszkopty są już miękkie, ale jeszcze nie zamieniły się w papkę. Wykładamy dno pucharków albo dużej formy.

Żółtko utrzyj z cukrem. Dodaj 250 g mascarpone i resztę baileysa. Połącz delikatnie z ubitym białkiem. Posmakuj czy dobre, potwierdź, że owszem, zjadając ostatnią łyżeczkę masy. I teraz właśnie przyda się rezerwowe opakowanie mascarpone, aby jednak dokończyć robienie deseru.

Połowa masy ląduje na biszkopty, potem druga warstwa namoczonych ciasteczek, następnie reszta masy i teraz czas na część najtrudniejszą – czekanie. Deser musi odstać swoje w lodówce. W przypadku dużej formy, najlepiej całą noc. W przypadku mniejszych pucharków 3-4 godziny będą wystarczające.

Jeszcze ostatnie szlify – pierzynka z kakao i finito. Hmmm… Nieopisane pokłady empatii musiałam z siebie wykrzesać i wspiąć się na wyżyny mojego człowieczeństwa, ale zdołałam się podzielić z Niesfornym Mężem i gośćmi. A było ciężko!

Reklamy

6 responses »

    • Ja jestem z gatunku wszystkożernych, bakterie i wirusy się mnie nie czepiają, co więcej, podejrzewam, że nawet piasek łyżkami jedzony by mi nie zaszkodził. Osobom o wrażliwszych żołądkach sugerowałabym sparzyć jajko przed użyciem

Masz coś do powiedzenia? Nie krępuj się!:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s