Szczaw – szczypta szczęścia (zaszczebiotaj to cudzoziemcze!)

Zwykły wpis

Nikt mi w kuchni nie czyni tyle zamętu co Niesforny Mąż & Kot, spółka z bardzo ograniczoną poczytalnością. Kot podkrada mięso z patelni, przebiega po cieście dopiero wyciągniętym z piekarnika (po czym prycha na mnie oburzony, bo jakże można tak brutalnie gorącym ciastem przecinać naturalną trajektorię Kota – z pralki, przez blat, na szafę z krótką przerwą na salto nad telewizorem), wyżera pietruszkę i bunkruje się za garnkami, jeśli na dwie sekundy zostawię uchyloną szafkę.

Niesforny Mąż sabotuje jakiekolwiek próby planowania w kuchni wyjadając składniki przewidziane do dania na dzień następny, a ignorując wszystko z kategorii do zjedzenia dziś, albo się zepsuje, uparcie przekłada mi wszystkie sprzęty i naczynia w absolutnie losowe lokalizacje oraz pozostawia kompletnie niezrozumiałe dowody swojej bytności w kuchni (truskawki pod sufitem – jak? na boga, jak???). Za to uczciwie trzeba mu przyznać, że bez dąsów i zwłoki pakuje do zmywarki góry brudnych naczyń, które piętrzą się złowieszczo po moich kulinarnych szaleństwach. Niesforny Mąż potrafi też mnie zaskoczyć bukietem. Np. bukietem szczawiu.

Werdykt był oczywisty – szczaw skończył w zupie. Wersji zupy szczawiowej jest pewnie tyle, ile kucharek i kucharzy. Oto moja wersja.

Szczaw pozbawiłam ogonków i krótko podsmażyłam na maśle, po czym zalałam bulionem. Bulionem najprzedniejszym, pięć dni gotowanym na najdroższej cielęcinie, z ziołami z własnego ogródka… Oczywiście ściemniam koncertowo. Wzięłam bulion z kostki, do czego na dodatek bezwstydnie się przyznaję. Śliczny, zieloniutki szczaw pod wpływem temperatury przyjmuje brunatno ziemistą barwę i traci swą objętość.

Bez obaw, w wersji finalnej mu się poprawi. Ale osoby wrażliwe mogą sobie pomóc soląc delikatnie szczaw przed podsmażaniem – utrata wartości estetycznych jest wówczas mniej drastyczna.

W międzyczasie gotuję jajka i podsmażam boczek na chrupiące skwarki. Zupę zabielam śmietaną rozrobioną z mąką, dzięki czemu na powrót zaczyna wyglądać apetycznie. Dorzucam skwareczki, połówki jajka, kleks śmietany i gotowe. W ekspresowym tempie kremowa szczawiowa zupa jest gotowa. Smacznego!

PS. Kot chyba się domyślił, że go obgaduję, bo zajął bezpieczną pozycję na drzwiach i patrzy podejrzliwie

Reklamy

3 responses »

  1. Zupę szczawiową na blogu mam, męża, który mi przekłada sprzęty na inne (lepsze) miejsca, też mam i kota też mam, ale on nigdy w życiu nie dałby rady położyć się na drzwiach :-) nieżle się uśmiałam

  2. skąd ja to znam… jutro mam w planach zabrać się za zupę szczawiową, super piszesz a kota masz boskiego, podejrzewam, że męża również, pozdrawiam

Masz coś do powiedzenia? Nie krępuj się!:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s